22 lutego 2016

Wojciech Chełchowski, Andrzej Czuba - Militarni już wojskowi czy jeszcze cywile


Przez wiele lat nikt w Polsce nie interesował się ani Obroną Terytorialną ani organizacjami proobronnymi. Nie interesowały one ani mediów głównego nurtu ani tym bardziej samych wojskowych. Sytuacja odmieniła się diametralnie po ostatnich wydarzeniach jakie miały miejsce na świecie na w szczegółności w Europie. Kolejnym powodem było też utworzenie Federacji Organizacji Proobronych która jest chyba najpoważniejszą próbą uporządkowania i zjednoczenia środowiska jaka ma miejsce za czasów III RP.
Środowisku temu przyjrzeli się też Wojciech Chełchowski i Andrzej Czuba i opisali je w swojej książce Militarni. Trzeba zaznaczyć że nie była to prosta sprawa gdyż samych organizacji Strzelec jest conajmniej kilka i nie wszystkie są zrzeszone w FOP. Dodatkowo są jeszcze inne stowarzyszenia proobrone bardziej formalne jak Obrona Narodowa i mniej jak środowiska prepersów. Do nich wszystkich starali się dotrzec autorzy poznając punkt widzenia zarówno przywódców jak i szeregowych członków tych organizacji, a wywiady z którymi możemy przeczytać w książce. Mamy tu więc rozmowy z mniej i bardziej znanymi postaciami światka proobroności jak gen. Pacek czy Romuald Szeremietiew po bardziej tajemnicze postacie jak ukrywający się pod pseudonimem Wilk chcący stworzyć głęboko zakonspirowane struktury przyszłego ruchu oporu.
Co najbardziej mi się podobało to że autorzy nie opowiedzili się po żadnym z wiodących trendów wśród proobronych, a warto zaznaczyć że są one skrajnie odmiene, dzięki czemu czytelnik sam mógł dojść do wniosku jaki model mu odpowiada najbardziej. A jest to o tyle ważne że moment w którym się znajdujemy może być przełomowy dla środowisk proobronych i OT gdyż w końcu może obrać konkretny kierunek. Aczkolwiek żeby to się stało potrzebna jest dyskusja, rzeczowa i poparta argumentami, a takich dostarcza ta pozycja.
Jest to o tyle interesująca pozycja że zmusiła mnie do myślenia za jaką koncepcją proobroności ja stoję i mam nadzieję niedługo ja napiszę swoją wizję idąc śladem innych blogów militarnych jak na przykład. Gdzie zaczyna się wojsko.
Tak więc moim skromnym zdaniem jest to idealna pozycja tak jak poprzednia opisywana przeze mnie pozycja dla wszystkich którzy chcą wejść w świat proobroności jak i dobry fundament pod rozpoczynającą się dyskusje o roli organizacji proobronych w obroności Polski. Myślę że im więcej takich reportaży tym lepiej dla nas wszystkich.

04 lutego 2016

Amerykański think-tank o ewentualnej agresji na państwa nadbałtyckie


Amerykański think-tank RAND Corporation przygotował krótki raport ze swoich gier wojennych z którym możecie zapoznać się tu. Raport ten i wyniki gier obnażają słabość sił NATO na swoich wschodnich granicach w Europie - najdłuższy czas jaki udało się ekspertom wytrzymać przed ewentualną agresją Rosji na państwa bałtyckie to 60 godzin. Tyle w najlepszym dla nas scenariuszu potrzebowaliby Rosjanie by dotrzeć na przedmieścia Talina i Rygi.
Ale przejdzmy do szczegółów scenariusz gier zakładał agresję na najbardziej zagrożone kraje NATO na wschodnich rubieżach Europy - Litwę, Łotwę i Estonię. Kilkukrotnie scenariusz gier wojennych rozgrywany był od połowy 2014 roku do wiosny 2015. Wtedy to też rozważano rożne alternatywne strategie obrony krajów nadbałtyckich. Eksperci symulujący działania obu ston potrzebowali około 36-60 godzin by dotrzeć do stolic Łotwy i Estoni, taka porażka sił NATO zostawiała by im niewielkie pole manewru ograniczające się do krwawego kontrataku bądź eskalacji konfliktu.
Rosjanie przeważali by w tym regionie praktycznie w każdym względzie. Scenariusz zakładał że siły rosyjskie w siłach naziemnych miały by praktycznie dwukrotną przewagę posiadając 22 bataliony które miały się zmierzyć z 12 NATOwskimi batalionami. Przewaga ta odnosiła się nie tylko w liczebności ale i w wyposażeniu tych batalionów. Siły rosyjskie posiadałyby praktycznie całe spektrum swojego aresnału włączając w to swoje bataliony pancerne i zmechanizowane natomiast NATO dysponowałoby jedynie lekkimi batalionami rozlokowanymi w krajach bałtyckich. Siły te nie mogły by też liczyć na wsparcie jednostek z Polski gdyż te miałyby za zadanie zabezpieczyć swoją północno-wschodnią granice z Obwodem Kalinigradzkim. Ta dysproporcja sprawia że siły natowskie mogą co najwyżej opóźnić rosyjskie natarcie ze wschodu i w ostatecznym rozrachunku gdy siły rosyjskie osiągnęły by ewentualnie stolice Łotwy i Estoni postawiłoby to NATO w kiepskiej sytuacji zarówno na polu walki jak i dyplomacji. Rosja natomiast mogłaby wykorzystać ten moment do szybkiej aneksji zajętych terytoriów jak to miało miejsce w przypadku ukraińskiego Krymu a co za tym idzie w najgorszym wypadku objęcie tych ziem swoją nuklearną ochroną jako ziem rosyjskich.
Jak zauważają autorzy raportu jednak sytuację tej można zapobiec i w znacznym stopniu zwiększyć obronność naszej wschodniej flanki. Wymagało by to umieszczenia na niej ok. 7 brygad (w tym 3 brygad pancernych) i odpowiednich sił do wsparcia artyleryjskiego i powietrznego. Utrzymanie taki sił wiązało by się z kosztami ok. 2,7mld dolarów rocznie aczkolwiek pozwoliło by na uniknięcie poważnych kosztów które wiązały by się z ewentualnym konfliktem a którego wielkości sięgnąć mogłyby nawet 35 bilionów dolarów. Nie wszystkie z tych brygad musiały by być umieszczone bezpośrednio w krajach bałtyckich bądź Polsce, zakładając 7-dniowy okres działań ostrzegawczych możnaby wykorzystać siły stacjonujące w krajach Europy Zachodniej bądź szybko przemieścić siły z USA co w opinii autorów raportu jest do wykonania.
Co ciekawe amerykanie zaznaczają że ewentualne siły QRF mające być wykorzystane do obrony krajów nadbałtyckich powinny składać się raczej z komponentów amerykańskich, podkreślając niską gotowość swoich sojuszników z Europy, a zwłaszcza z jej zachodnij części. Co przy politycznej dezaprobacie tych państw na dodatkowe bazy NATO w Polsce i krajach nadbałtyckich pozostawia nas w podwójnie kłopotliwej sytuacji.
Zatem co pokazuje nam ten raport? Przede wszystkim to że Europa przestała już być "eksporterem bezpieczeństwa" i powinna w znaczącym stopniu przeanazlizować wraz z USA swoją strategie bezpieczeństwa zwłaszcza swoich najbardziej zagrożonych rubieży. Jednakże żeby to osiągnąć kraje te musiałyby mówić wspólnym głosem co niezawsze jest możliwe do zrobienia zwłaszcza w dzisiejszych czasach kiedy to część europejskich krajów jak chociażby Niemcy są powiązane z Rosją głębokimi gospodarczymi porozumieniami. W innym wypadku NATO musi się liczyć nie tylko ze znaczącą utratą swojej wiarygodności i zdolności obronnych ale i w ekstremalnym wypadku na utratę części państw sojuszniczych na rzecz Rosji.

30 grudnia 2015

Paweł Makowiec, Marek Mroszczyk - Podstawy Szkolenia Taktycznego Lekkiej Piechoty



Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Difin miałem przyjemność zapoznania się z najnowszą pozycją autorstwa Pawła Makowca i Marka Mroszczyka. Jest to to o tyle dobry moment do zapoznania się z lekturą, gdyż coraz częściej mówi się w Polsce o ogólnie pojętej Obronie Terytorialnej jak i zaangażowaniu w nią różnorakich organizacji proobronych. Takowych z resztą z roku na rok w mej subiektywnej ocenie przybywa bądź są coraz bardziej widoczne. Dlaczego o tym akurat wspominam? Dlatego, że Podstawy Szkolenia Taktycznego Lekkiej Piechoty idealnie wpasowują się w ten trend, książka bardzo dobrze skondensowała myśl szkoleniową zachodnich członków NATO (jak chociażby USA, Kanada) jak i rozwiązania polskie czy nawet rosyjskie.
Książka składa się pięciu głównych rozdziałów. Pierwszy z nich to wyszkolenie taktyczne które nie bez powodu jest też najdłuższym z rozdziałów. Porusza ona wszelkie najważniejsze kwestie począwszy od wyposażenie, poprzez maskowanie po techniki przemieszczania się, obserwacji czy przygotowania pozycji obronnych. Dodatkowo autorzy nie stronią od przypisów w związku z czym każdy kto chciałby zgłębić którykolwiek z powyższych aspektów bez trudu może to uczynić. Warto też dodać że nie jest to pierwsza pozycja autorów i że wiele z aspektów z tego rozdziału jest rozszerzona w ich pozostałych publikacjach. Jednym z niewielu zastrzeżeń które miałem co do tej części jest stosunkowo niewielka ilość kolorowych zdjęć które jak bardzo by się przydały się zwłaszcza w rozdziale poświęconemu maskowaniu.
Kolejną częścią tej pozycji jest rozdział poświęcony wyszkoleniu ogniowemu. Znajdziemy tam wiadomości na temat podstaw balistyki, technik strzeleckich czy też pielęgnacji broni. Jako przykład w każdym z tych podrozdziałów podawano karabinek szturmowy wz. 96 Beryl. Malkontent zapewne mógłby mieć zarzut do braku opisu innych karabinków zwłaszcza produkcji zachodniej ja jednak wierze że był to zamysł celowy autorów, gdyż to właśnie z tą bronią prawdopodobnie miałby do czynienia czytelnik w razie W. Ponad to książka nie jest almanachem rusznikarskim i każdy mocniej zainteresowany tematem innych broni na pewno bez trudu odszukałby pozycje zajmujące się jego ulubionym typem broni.
Kolejnym rozdziałem jest ten poświęcony walce wręcz i jej znaczeniu na współczesnym polu bitwy. Jednakże dla mnie ciekawszym był kolejny rozdział poświęcony survivalowi militarnemu. Jest to równie ważna część która w wyszkoleniu każdego żołnierza nie powinna być omijana, a zwłaszcza w przypadku OT która w moim mniemaniu powinna mieć jak najbardziej partyzancki styl walki. Także w tym rozdziale możemy zapoznać się z najważniejszymi rzeczami dotyczącymi budowy schronienia, zdobywania pożywienia i wody oraz rozpalaniu ognia. Kolejną częścią tego rozdziału jest część poświęcona nawigacji która może się przydać każdemu nie tylko zainteresowanym tematem.
Ostatnią częścią jest ta poświęcona łączności która w bardzo podstawowy sposób opisuje zasady prowadzenia łączności. Świetnie ujednolicając temat i dając nam przykładowe formy meldowania oraz wydawania komend przez radio.
Podsumowując jest to świetna baza dla wszystkich zainteresowanych tematem czy to członków organizacji proobronych czy nawet dla wszystkich airsoftowców którzy chcieliby głębiej i z większym profesjonalizmem wejść w temat swojego szkolenia. Według mnie jest to idealny podręcznik dla wszystkich zaczynających swoją przygodę w ogólnie pojętych militariach i chcących się szkolić by uzyskać jak największy profesjonalizm.

28 stycznia 2015

Przegrana wojna Ukrainy?

Obecnie wiele mówi się o trwającym konflikcie pomiędzy Ukrainą, a separatystami i wspierającymi ich Rosjanami. Konflikt ten trwa wciąż z różną intensywnością i choć jeszcze jego ostateczny wynik nie jest do końca znany chciałbym zwrócić uwagę na dwa czynniki poprzez pryzmat których można stwierdzić że Ukraina zwycięsko z tej konfrontacji nie wyjdzie. Również z racji naszego położenia geopolitycznego powinniśmy wnikliwie spojrzeć na trwające wydarzenia na Ukrainie i wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski dla obronności Polski.

Obecna sytuacja na Ukrainie, 27 stycznia 2015

Pierwszą czynnikiem są obecne straty terytorialne Ukrainy, choć oczywiście nie można z całkowitą pewnością stwierdzić jak konflikt się rozstrzygnie możemy jednak z przeszłych konfliktów w które zaangażowana była strona rosyjska stwierdzić że zarówno Krym jak i Republika Doniecka zostaną w rosyjskiej strefie wpływów i podzielą losy Republiki Naddniestrzańskiej czy Abchazji i Osetii Południowej. O stanowczości działań rosyjskich na rzecz utrzymania ukraińskich zdobyczy może świadczyć fakt wykorzystywania na coraz szerszą skalę regularnych jednostek wojskowych by przeciwdziałać kolejnym ukraińskim ofensywom oraz wciąż niedostatecznie ostra reakcja państw zachodnich na rzecz Ukrainy.

Kolumna nieoznakowanych rosyjskich czołgów w okolicach Stakhnov, 27 stycznia 2015

Drugim czynnikiem stricte politycznym jest fakt  niekonsekwencja obietnic politycznych złożonych Ukrainie w 1994 roku. Memorandum budapeszteńskie w ramach których zobowiązało Ukrainę do przekazania Rosji swoich zasobów strategicznych broni nuklearnej oraz przystąpienia do układu o nierozpowszechnianiu broni jądrowej w zamian gwarantowała Ukrainie w punkcie 1 poszanowanie niezależności i suwerenności istniejących granic Ukrainy. Sygnatariuszami tegoż dokumentu oprócz Ukrainy były Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i jakby nie kto inny jak Federacja Rosyjska. Jak pokazują nam obecne wydarzenia gwarancje polityczne wobec Ukrainy w zamian za rozbrojenie się nie przyniosły jej absolutnie żadnych korzyści. Wręcz przeciwnie domyślam się że gdyby do zaistniałej sytuacji jaką mamy obecnie na Ukrainie, a Ukraina nie przystąpiłaby do memorandum budapeszteńskiego reakcja państw zachodnich byłaby taka sama jaką mamy obecnie.
Podsumowując w moim odczuciu niezależnie od zakończenia rosyjsko-ukraińskiego konfliktu Ukrainę możemy uznać już teraz za przegraną, bez wymiernego wsparcia ze strony państw trzecich Ukraina nie będzie w stanie utrzymać integralności swych granic  a jak pokazuje po raz kolejny historia opieranie się na politycznych gwarancjach niestety nie ma swego przełożenia na działania.
Jaki z tego wniosek może wyciągnąć Polska? Przede wszystkim rewizja programu obronności w oparciu o który prowadzony jest rozwój polskich sił zbrojnych. Oczywiście nie twierdze że obecność Polski w NATO czy wspólne struktury wojskowe w Unii Europejskiej na pewno nic nie dadzą jednakże nie można opierać się w nich jako w priorytetowych. Polska powinna tworzyć tak swoje siły zbrojne by w jak największej mierze pozostać samowystarczalną. Powiniśmy jednak być świadomi tego że sama nasza przynależność do sojuszu obronnego nie gwarantuje nam bezpieczeństwa, o czym już wcześniej pisałem na blogu.

31 lipca 2013

Polska w Global Firepower 2013

Parę miesięcy temu serwis Global Firepower opublikował swój coroczny ranking państw w oparciu o ich Power Index. Jak podkreślają sami twórcy Index ten jest tak skonstruowany by kraje z mniej liczną ale bardziej zaawansowaną technologicznie armią miały też swoje odpowiednie miejsce w rankingu.
Power Index jest wypadkową ponad 40 czynników zgrupowanych w kilka kategorii takie jak zasoby ludzkie, systemu naziemne, siły powietrzne, morskie, zasoby, logistyka, finanse czy położenie geograficzne. Idealną wartością Power Indexu jest wartość 0,0000. Najbliżej tej wartości są Stany Zjednoczone co akurat nie powinno być żadną nowinką. Ich wskaźnik wynosi 0,2475.
Sama kolejność w rankingu nie jest żadną specjalnym zaskoczeniem. 1. miejsce dla Stanów Zjednoczonych, 2. dla Rosji, 3. dla Chin. Pewną ciekawostką jest armia północnokoreańska w wielu podobnych rankingach choć tworzonych przez media niebranżowe siła Północnej Korei jest niezwykle zawyżana w oparciu przede wszystkich o osławioną liczebność wojska w rankingu Global Firepower ich armia zajmuje dopiero 29. miejsce (przy czym armia południowokoreańska uplasowała się na wysokim 8. miejscu). Aczkolwiek ranking nie uwzględnia jeszcze ewentualnego dostępu Północnej Korei do broni atomowej.
Polska w rankingu znajduje się na 24 z 68 miejsc niewiele tracąc do armii australijskiej. Na ile to dobry wynik? Wśród krajów europejskich wyprzedzają nas Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy i Ukraina, z czego pierwsze cztery kraje z znajdują się w pierwszej 10 rankingu (odpowiednio na 5., 6., 7. i 9. miejscu), natomiast teoretycznie polskie siły zbrojne są potężniejsze niż armię Szwecji, Hiszpanii czy innych europejskich krajów. Jednakże w porównaniu do poprzedniego roku Polska spadła w tym rankingu o 3 pozycje z miejsca 21. Jednak mimo to Polska od roku 2010 zaliczyła wzrost z miejsca 30.

03 lipca 2013

Figurki Kazrak Miniatures


Ostatnimi czasy w moje ręce wpadły figurki z polskiej firmy Kazrak Miniatures przedstawiające czterech historycznych bohaterów: Leonidasa, Juliusza Cezara, Aleksandra Wielkiego i Williama Wallece'a. Oczywiście nigdy za znawce figurek się nie uważałem jednakże przy skali 15 mm, wykonanie postaci jest na prawda na wysokim poziomie.
Figurki te do tego stopnia mnie urzekły, że kiedy usłyszałem o najbliższych planach wydawniczych firmy aż zacząłem zacierać ręce. Każdy fan gier bitewnych jest w stanie znaleźć tam coś dla siebie. Mają zamiar wydać Spartan w systemu DBA, Słowian do systemu SAGA a dla fanów bardziej współczesnego pola walki - Powstańców Warszawskich do systemu Flames of War.
Ponad to dla zwykłych kolekcjonerów ma być wydana kolejna seria wielkich bohaterów.
Polecam.

15 czerwca 2013

Władysław Zdanowicz - Misjonarze z Dywanowa

Dzięki uprzejmości autora miałem okazję zapoznać się z bardzo obszernym demo cyklu Misjonarze z Dywanowa. Po ich przeczytaniu pożałowałem tylko jednego... że zrobiłem to tak późno. Już na prawdę od dawien dawna nie czytało mi się książki tak przyjemnie i szybko. Władysław Zdanowicz unika pewnej sztywności, która trapi większość produkcji dotyczących polskich sił zbrojnych. Piszę przy tym z niezwykłą lekkością i charyzmą dzięki czemu książkę czyta się tak jakbym słuchał opowiadania kumpli z wojska. Dzięki temu postacie są dla mnie niezwykle realne i gdyby ktoś mi powiedział że dotyczą one autentycznych osób skłonny byłbym w to uwierzyć. Zapewne jest to też efektem licznych elementów humorystycznych powiązanych z lekkim wariactwem panującym w polskim wojsku, które po moich skromnych doświadczeniach z wojskową machiną przekonują mnie że nie są one czystym wymysłem autora.
Nie licząc samej historii książka jest świetnym materiałem ukazującym nam wojsko od środka tam gdzie w normalnym życiu cywil nie ma okazji zajrzeć. Autor pokazuje nam zarówno jasne jak i ciemne strony WP choć w specjalny sposób nie piętnuje żadnych zachowań. W myśl powiedzenia: Gdzie zaczyna się wojsko kończy się logika, które swoją drogą powinno być swoistym motto cyklu, trzeba pogodzić się z zaistniałą sytuacją gdyż żaden z bohaterów nie jest w stanie jej zmienić.
Czytając też inne opinię na temat książki widzę że nie tylko ja jestem nią oczarowany co też umacnia mnie w przekonaniu o tym jak dobra jest ta książka. Warto też dodać że decydując się na nią dostajemy 450 stron porządnej literatury.
A więc moi drodzy nie wiem jak Wy ale ja po najbliższej wypłacie lecę wykupić cały cykl.

14 czerwca 2013

Czy NATO ochroni Polskę?

Wielokrotnie w dyskusjach nad kształtem polskich sił zbrojnych pojawiał i wciąż pojawia się pomysł ich wyspecjalizowania bądź przystosowania tylko do działań poza krajem. Głównym argumentem decydentów który ma uzasadniać takie działania jest obecny brak bezpośredniego zagrożenia dla Polski oraz przede wszystkim członkostwo w NATO. Wszyscy powołują się przy tym na osławiony artykuł 5 traktatu waszyngtońskiego, który ma zapewnić Polsce jak i innym krajom członkowskim bezwzględną obronę w przypadku napaści z zewnątrz. Jednakże czy tak aby jest na prawdę? Warto zatem przyjrzeć się bezpośrednio na treść samego artykułu 5, który brzmi w oryginale:
The Parties agree that an armed attack against one or more of them in Europe or North America shall be considered an attack against them all and consequently they agree that, if such an armed attack occurs, each of them, in exercise of the right of individual or collective self-defence recognised by Article 51 of the Charter of the United Nations, will assist the Party or Parties so attacked by taking forthwith, individually and in concert with the other Parties, such action as it deems necessary, including the use of armed force, to restore and maintain the security of the North Atlantic area.
Any such armed attack and all measures taken as a result thereof shall immediately be reported to the Security Council. Such measures shall be terminated when the Security Council has taken the measures necessary to restore and maintain international peace and security.
Warty przyjrzenia się jest zwłaszcza fragment:
(...)will assist the Party or Parties so attacked by taking forthwith, individually and in concert with the other Parties, such action as it deems necessary, including the use of armed force, to restore and maintain the security of the North Atlantic area.
którego istotę ujęło tłumaczenie zamieszczone chociażby na stronie BBN i brzmi:
(...)udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi Stronami działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.
W obu przypadkach wytłuszczonym i podkreślonym drukiem zaznaczyłem w mojej opinii najciekawszą część artykułu 5. Mianowicie to każdy członkowski kraj i nikt inny decyduje o tym jakie akcje ma podjąć w przypadku ataku na inny kraj. Idąc dalej tym tropem żaden kraj członkowski nie jest zmuszony do wsparcia Polski (w przypadku agresji na nasz kraj) swoimi siłami zbrojnymi i zapewne nie uczyni tego o ile nie będzie to leżało w jego bezpośrednim interesie.
Czy zatem może powtórzyć się scenariusz z roku 1939 kiedy to mimo zawartych paktów z Francją i Wielką Brytanią, Polsce nie została udzielona pomoc w trakcie kampanii wrześniowej? Nie jest to wykluczone, zważywszy na fakt że w Układzie o pomocy wzajemnej między Rzecząpospolitą Polską a Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej artykuł o wzajemnej pomocy był znacznie bardziej zdefiniowany i brzmiał:
W razie gdyby jedna ze stron umawiających się znalazła się w działaniach wojennych w stosunku do jednego z mocarstw europejskich na skutek agresji tego ostatniego przeciwko tejże stronie umawiającej się, druga strona umawiająca się udzieli bezzwłocznie stronie umawiającej się znajdującej się w działaniach wojennych wszelkiej pomocy i poparcia będących w jej mocy.
Warto zwrócić uwagę na słowa bezzwłocznie i wszelkiej z układu polsko-brytyjskiego o raz ponownie na jakie uzna za konieczne z traktatu waszyngtońskiego. Po czym warto przypomnieć sobie jakie działania zostały podjęte w roku 1939.
Aczkolwiek czy NATO pójdzie tym samym torem co Wielka Brytania w trakcie II Wojny Światowej? Na to pytanie trudno odpowiedzieć zwłaszcza że Sojusz nie stanął jeszcze przed takim wyzwaniem jakim byłaby bezpośrednia agresja na któryś z krajów członkowskich. Jednakże do artykułu 5 odwołały się Stany Zjednoczone po zamachach 11 września 2001 roku i 2 października 2001 roku kraje członkowskie uznały że wszystkie warunki zostały spełnione i że kraje członkowskie zobowiązane są do podjęcia działań w myśl treści artykułu. Mimo to nie wszystkie kraje wysłały do Afganistanu swoich żołnierzy, dodatkowo każdy z kontyngentów należący do oddzielnych krajów członkowskich miał swoje zasady użycia siły w myśl których niektóre z nich używały siły tylko do ochrony swoich żołnierzy. Solennym przykładem takich zachowań jest chociażby kontyngent niemiecki który dopiero w połowie 2009 roku dostał pozwolenie na wykonywanie jakichkolwiek innych działań niż obronne.
Biorąc pod uwagę powyższe fakty polscy decydenci nie powinni nigdy pozwolić na takie kształtowanie polskich sił zbrojnych które ograniczyłyby ich uniwersalność i samowystarczalność gdyż w kryzysowej sytuacji okazać się może że polegać będziemy tylko na nich.

01 marca 2013

Pożeganie

Drogi Czytelniku.
Nigdy nie byłem dobry w pożegnaniach ani w rozpisywaniu się toteż będzie krótko i zwięźle. Niestety z dniem dzisiejszym kończę swoją przygodę z prowadzeniem bloga. Zadecydowało o tym przede wszystkim brak czasu aczkolwiek i zdecydowanie mniejsza determinacja do wyszukiwania ciekawych newsów.
Cieszę się że udało mi się w miarę regularnie pisać dla Was przez 3 lata i doczekać się małej grupki regularnych czytelników. Myślę że fanpage na FB i G+ przez jakiś czas jeszcze będą aktywne postaram się wrzucać tam ciekawe linki na które natknę się gdzieś w sieci.
Osobom zainteresowanym tematykom gorąco polecam blogi zamieszczone w zakładce Współpracuje.
To by było tyle ode mnie jak już wcześniej pisałem będzie krótko.

A więc żegnajcie
Mapeta

04 lutego 2013

Afgański pułkownik ostrzega Brytyjczyków


Afgański pułkownik Amin Jan, który doradzał brytyjskiemu premierowi oraz zastępca dowódcy wojsk afgańskich w prowincji Helmand ostrzega Brytyjczyków przed wycofaniem się z Afganistanu. Jego zdaniem wycofanie wojsk sojuszniczych z Afganistanu doprowadzić może do rozniecenia idei globalnego dżihadu. Dlatego zaleca Brytyjczykom by nie forsowali koncepcji wcześniejszego wyjścia wojsk sojuszniczych z Afganistanu. Zdaniem pułkownika Jana jest wciąż zbyt wcześnie a sytuacja jest zbyt niestabilna by pozostawiać Afganistan osamotniony w walce.
Brak wojsk sojuszniczych w Afganistanie sprawi że rebelianci bez przeszkód będą mogli urosnąć w siłę przez co afgańska armia nie będzie w stanie stawić im czoła - argumentował dalej pułkownik w wywiadzie dla brytyjskiej prasy. Po trzech latach szkoleń przez brytyjskich instruktorów afgańscy żołnierze wciąż nie stanowią takiej siły która mogłaby powstrzymać rebeliantów w kraju. Według pułkownika Jana problemem jest nie ilość afgańskich żołnierzy a jakość jaką oni sobą reprezentują zarówno na poziomie szeregowego żołnierza jak i wśród kadry oficerskiej.
Brytyjskie wojska mają opuścić Afganistan w 2014 roku.